Podcast: Graficzne Pitu-Pitu. Odcinek 1: Kultura poprawek

Poprawki w branży kreatywnej są tak naprawdę codziennością.

Z czego to wynika? Ja, jako projektantka graficzna bardzo lubię mówić, że projekty nie powstają w próżni. Projekty tworzymy pod konkretnego klienta i na tym polu zderza się moja wizja z jego wizją.
On (klient) doskonale wie, jakiego produktu potrzebuje, pod jakich klientów, natomiast ja muszę się wykazać swoimi umiejętnościami i dobrać takie środki, żeby jego odbiorcy byli zadowoleni z tego produktu. Mam ten plus, że w projektowaniu graficznym możemy narzucać nieskończoną ilość poprawek. Do pewnego stopnia. Jednak te poprawki nie mają aż tak negatywnych konsekwencji jak np. w branży budowlanej, gdzie załóżmy fliziarz robi łazienkę, położył te płytki i coś położył źle, krzywo. I tutaj poprawki (jasne, on je narzuci, ale już wiadomo, że te kafelki będą troszkę uszkodzone, ten klej będzie trzeba zdrapywać ze ściany itd.) – ich narzucanie jest o wiele trudniejsze.

Co nie zmienia faktu, że w branży kreatywnej temat poprawek ma jakiś taki bardzo negatywny wydźwięk. Zły PR – tak to mogę nazwać. Kwestia poprawek jest często wyśmiewana, co np. świetnie wykorzystuje profil The Brief – Co znosi psychika grafika, który pokazuje bardzo częste kwestie – dialogi, sytuacje pomiędzy właśnie projektantem a klientem.

W dalszej części tego podcastu postaram się ten problem rozłożyć na czynniki pierwsze. Chciałabym pokazać Wam, jak to wygląda z perspektywy grafika, ale też postaram się wejść w buty klienta, czyli jak on odbiera całą tę sytuację. Może to być kwestia nieznajomości branży, błędów w komunikacji, stereotypów czy może taka nieumiejętność współpracy na linii klient-grafik, która to nieumiejętność została wypracowana przez kolejne pokolenia grafików, którzy (potocznie powiem) dali się po prostu robić. I też zastanowimy się wspólnie, co to są te dobre i złe poprawki, poprawne i niepoprawne poprawki.

Ja nazywam się Sylwia, a Ty słuchasz podcastu „Graficzne Pitu-Pitu” i dzisiaj porozmawiamy sobie o kulturze poprawek.

Co to są poprawki?

Pierwsza kwestia, zdefiniujmy sobie, co to są te poprawki.
I od razu mówię, fachowej definicji nie znajdziemy, ani w Internecie, ani w literaturze. Ale, jeśli macie takową, spotkaliście się z taką, to śmiało podrzucajcie mi linki, screeny – chętnie zerknę!

Roboczo zdefiniujmy sobie, że to jest opinia od klienta na temat projektu, który dla niego wykonujemy i takie poprawki mają przede wszystkim napędzić naszą pracę i sprawić, że projekt będzie jeszcze lepszy, bardziej dopasowany do klienta – do jego potrzeb i potrzeb jego odbiorców. O to w tym właśnie chodzi.

Choć nie ukrywam, że ja samego nazewnictwa poprawka nie znoszę! Dlaczego? Ponieważ uważam, że na etapie projektowania (procesie projektowania), nie ma rzeczy błędnych, niepoprawnych. Projektant na etapie projektowania testuje różne możliwości, sprawdza je. W momencie, w którym się nastawimy, że coś możemy zrobić źle, błędnie, niepoprawnie, to niestety bardzo często kończy się to tym, że nie robimy nic. Nie robimy nic, ponieważ boimy się popełnić błąd. A to jest złe myślenie. Złe w ogóle podejście. Tak nie wygląda praca kreatywna!

Tak można myśleć pracując na produkcji i tworząc produkt według konkretnych wytycznych. To tak, wtedy są konkretne wytyczne i trzeba ten produkt tak stworzyć, a nie inaczej. Natomiast w branży kreatywnej ciężko ten system przenieść! Jasne, są pewne rzeczy, których trzeba się trzymać, bo są np. wytyczne z drukarni i tutaj nie ma drogi na skróty. Trzeba przygotować projekt tak, aby później był on poprawnie wydrukowany.

Ale kwestia kreacji? Ogranicza nas tylko wyobraźnia. Nie ma rzeczy niepoprawnych, trzeba testować różne możliwości.

Przede wszystkim musimy pamiętać, że projektant tworząc jakiś produkt poszukuje najlepszych rozwiązań. To nie jest tak, że zabierając się za dany projekt my od razu wiemy, co chcemy uzyskać, jak to ma wyglądać. Możemy mieć pewien pomysł, musimy go połączyć z pomysłem i wizją klienta, i tak naprawdę przetestować różne rozwiązania. W tym momencie, jeśli zaczniemy się ograniczać, bo będziemy się bali popełniać błędy to, hm… Polecam zmienić branżę, bo tutaj to tak nie działa. Branża kreatywna rządzi się zupełnie innymi prawami.

A my — projektanci graficzni, jesteśmy osobami, które wymyślają, tworzą, kombinują, poszukują najlepszych rozwiązań.

Skąd te negatywne emocje?

Ustaliliśmy już wspólnie, czym są poprawki, że lepiej używać hasła zmiany żeby nie sugerować drugiej stronie, że coś zrobiliśmy źle lub niepoprawnie. W takim razie skoro te poprawki są takim nieodłącznym elementem naszej pracy i one muszą się pojawić, muszą się zadziać skoro projektujemy nie dla siebie, a dla kogoś na zewnątrz, to w takim razie czemu ten temat budzi takie kontrowersje, czemu budzi takie negatywne emocje?

Komunikacja

Myślę, że największym problemem jest błędna komunikacja na linii grafik-klient, klient-grafik. Wina jest po obu stronach. To nie jest tak, że tylko jedna strona jest winna.

Jeśli chodzi o klienta dużym problemem jest nieznajomość naszej branży, ponieważ klient skupia się przede wszystkim na swojej. I nie ma w tym niczego złego! W końcu my, projektanci też nie rozmyślamy nad standardami w branży budowlanej czy nad certyfikatami na produkty, które są używane przez dzieci. Każdy się skupia na swojej branży i to jest OK.

Klient zamawiający u nas projekt nie zna naszej branży, nie wie jak się projektuje, jakie są standardy. Pamiętajmy o tym, że klient wysyłając do nas poprawki nie ma złych intencji, on nie chce nam przeszkodzić, bo przecież my projektujemy ten produkt dla niego. Jemu zależy na tym projekcie, ponieważ przyda mu się w biznesie. Więc skąd wynikają te dziwne wymagania, czasem niecodzienne?

Nieznajomość branży

Ustaliliśmy już, że klient nie zna się na projektowaniu graficznym. Może nie mieć takiej wrażliwości estetycznej, więc wszystkie zmiany i poprawki, które nam zgłasza, robi trochę po omacku. Klient zgłaszając takie poprawki opiera się na własnym guście, własnym poczuciu estetycznym, może sugeruje się jakimiś projektami, które widział w przeszłości i mu się podobały. Nigdy tego nie wiemy. I teraz naszym, czyli projektantów graficznych zadaniem, jest wyłuskanie z tych sugestii i zmian ciekawych pomysłów, wprowadzenie ich w życie. Jeśli klient upiera się przy jakiejś zmianie, ponieważ uważa, że będzie wyglądała super, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby i taką wersję zrobić.

Ale mówiąc o błędnej komunikacji nie zapominajmy, że (tak jak już zwróciłam uwagę) klient porusza się po omacku.

To jest nasza branża i to my powinniśmy być przewodnikami i prowadzić klienta przez cały proces.

Na nas spoczywa bardzo duża odpowiedzialność i powinniśmy dołożyć wszelkich starań, żeby ten klient dobrze się czuł w tym procesie!

Złe doświadczenia klienta

Może być też tak, że klient wcześniej współpracował z różnymi projektantami graficznymi. Nie ukrywajmy, w naszym fachu są i lepsi i gorsi, jak w każdym (tutaj nie ma co do tego wątpliwości). Więc może być tak, że jest uprzedzony albo przy ostatniej współpracy z grafikiem nabrał jakichś złych przyzwyczajeń, albo się naciął. Dlatego w naszym interesie jest, aby mu trochę odczarować tę współpracę, trochę go poprowadzić za rękę tak, aby on się nie musiał domyślać, co on ma w tym momencie zrobić, jaka jest jego rola.

Zaniedbania po stronie grafików

Czyli kolejnym problemem są tak naprawdę zaniedbania, które powodują inni graficy. W sieci często spotkacie się z określeniem, że są graficy, którzy psują rynek. Jasne, to się zdarza, ale nie tylko w graficznej branży, a w każdej branży.

Przykładowo weźmy branżę odzieżową. Są przecież firmy szyjące u nas w Polsce, z porządnych materiałów i dokładają wszelkich starań by wypuścić takie produkty, z których klienci będą zadowoleni. Cena za takie produkty jest oczywiście wyższa. A z drugiej strony są firmy, które przenoszą produkcję do krajów tzw. trzeciego świata i ich produkty są szyte za bezcen, za grosze, a jakość tych produktów pozostawia wiele do życzenia. I oczywiście te produkty będą tańsze.

Czy w takim razie mówimy, że wielkie marki odzieżowe psują rynek? Nie bardzo. Jasne, są w naszej branży graficy, którzy będą zaniżać standardy projektowania graficznego – nie tylko jeśli chodzi o jakość produktu, ale również o jakość współpracy. I niestety współczuję każdemu człowiekowi-klientowi, który musi z takim grafikiem pracować, bo on automatycznie wyrabia sobie negatywny obraz tej współpracy, negatywny obraz osoby grafika, wyrabia sobie też obraz całego projektowania graficznego.

Brak szacunku

Również i ja spotkałam się z takim negatywnym obrazem grafika przekazywanym ustnie przez klientkę, z którą współpracowałam. I to było jeszcze w czasach, kiedy byłam na stażu graficznym, w trakcie studiów i pracowałam w „domu medialnym”. I pamiętam, że dyrektorka zarządzająca całą tą firmą wprost mi powiedziała, że graficy, którzy pracują w drukarni, z którą się komunikuje i gdzie zamawia, to są tak naprawdę osoby, które obsługują myszkę. Czyli „ta linia w prawo, ta linia w lewo, tu taki kolor, a tam taki kolor”. Dała mi wprost do zrozumienia, że ci graficy, których ona zna, oni wcale nie mają nic wspólnego z pracą kreatywną.
Pamiętam we mnie aż zawrzało, ponieważ ta opinia o tych grafikach nie była podana jako fakt, ale była podszyta taką pogardą i lekceważeniem. Mimo że było to kilka lat temu, to ja do tej pory to pamiętam. I nawet tworząc treści na Instagram czy mówiąc o pracy w branży kreatywnej, ja na siłę chcę odczarować ten obraz. Pokazać, że graficy wcale nie muszą być grafikami-wyrobnikami, którzy służą tylko po to, aby przesuwać myszkę w lewo czy w prawo i obsługiwać programy graficzne.

Graficy-projektanci są to osoby, które mają naprawdę niesamowite zdolności, niesamowity zmysł estetyczny i z niczego potrafią wyczarować coś niezwykłego.

To jest taka moja wewnętrzna misja. Więc jak widzicie kolejnym problemem jest tak naprawdę brak szacunku do projektanta graficznego. Brak szacunku do pracy jaką wykonuje i takie trochę umniejszanie pracy grafika, tak jakby to, co robi projektant graficzny mógł zrobić każdy.

Co zrobić, aby współpraca była lepsza?

Ustaliliśmy już, że jeśli chodzi o współpracę grafik-klient pojawiają się różne problemy. Od błędnej komunikacji, po różne zaniedbania, po niedopowiedzenia, a nawet brak szacunku. Czy też opieranie się na własnych doświadczeniach związanych z inną współpracą, z innymi grafikami (i niestety te doświadczenia są negatywne). Co możemy zrobić, aby współpraca z klientem układała nam się jeszcze lepiej i żeby uniknąć tych negatywnych emocji?

Rundy poprawkowe

Na sam początek ważną rzeczą jest ustalenie z klientem ilości darmowych rund poprawkowych. To jest coś, co stosuję we własnej pracy. Ustalam z klientem ilość darmowych rund poprawkowych, najczęściej od 2-3.

Co to jest ta runda poprawkowa? To jest taki etap, kiedy klient mi zgłasza wszelkie sugestie zmian i poprawek do projektu, który otrzymał wcześniej, a ja te zmiany i poprawki wprowadzam, a gotowy efekt wysyłam mu. Co ważne, zawsze podkreślam i przypominam klientowi, że w ramach tej jednej rundy poprawkowej, może mi zgłosić dowolną ilość zmian i poprawek. Jednak zaznaczam, że dobrze jeśli zrobi to w jednej wiadomości np. mailowej, jeśli komunikujemy się mailowo.

Dlaczego to jest tak ważne? Po otrzymaniu takiego maila ze zmianami i poprawkami, ja od razu mogę się zabrać do pracy i zacząć je wdrażać. Nie muszę myśleć, że za pół godziny dostanę kolejnego maila z jeszcze jakąś poprawką, a za trzy godziny klient wyśle mi SMSa informującego, że wycofujemy się z konkretnych zmian, a w zamian zróbmy coś jeszcze innego. Chyba nie muszę dodawać, że praca w takich warunkach jest koszmarem.

Dlatego ustalenie tego już na samym początku jest takie ważne. Dzięki temu nam — projektantom graficznym pracuje się lepiej i wygodniej, a klient wie, na jakim etapie się znajduje, co i w którym momencie do niego należy, jak powinien zgłaszać zmiany i poprawki. Ma też taką motywację, aby przysiąść nad projektem, może nawet pochodzić dookoła niego przez kilka dni. Ja mam taką zasadę, że moim klientom daję od 3 do 5 dni roboczy na zastanowienie się co zmieniamy, nad czym pracujemy, co kontynuujemy. Dzięki temu w jednej wiadomości dostaję zbiór wszystkich sugestii zmian i poprawek, i mogę się zabierać do pracy. A klient jest spokojny, że wykonał swoje zadanie i może wrócić do swojej pracy. Bo przecież pamiętajmy, że jemu nikt nie płaci za zgłoszenie nam sugestii zmian i poprawek. Wręcz odwrotnie – to on płaci nam za stworzenie tego projektu.

Wrócę jeszcze do hasła darmowe rundy poprawkowe, bo mogą też być płatne rundy poprawkowe. Tak jak już mówiłam na początku, ze swoimi klientami najczęściej ustalam, że w tej cenie, którą im zaproponowałam są od 2-3 darmowych rund poprawkowych. A co jeśli po trzeciej poprawce klient stwierdza, że dalej coś mu nie leży i coś musi poprawić? On już od początku ma świadomość, że za tę czwartą rundę poprawkową zapłaci dodatkowo. I jest to w pewnym stopniu motywacja, gdzie klient się kilkukrotnie zastanowi przy zgłaszaniu zmian i poprawek w pojedynczej rundzie poprawkowej, ponieważ wie, że ma ograniczoną ilość.

I możecie powiedzieć, że to strasznie hamuje kreatywność i może odstręcza klientów ode mnie… Może tak być, to jest Wasza opinia. Z mojego doświadczenia wynika, że na ogół w tych 3 rundach poprawkowych mieścimy się z klientem. A czasem jest tak, że już po 2 rundzie poprawkowej projekt jest zaakceptowany i idzie do realizacji. Więc po pierwsze, ustalamy ilość rund poprawkowych.

Kanały komunikacji

Drugą bardzo ważną rzeczą jest ustalenie kanałów komunikacji.
Czym one są? To są sposoby komunikowania się klienta z nami i to mogą być: wiadomość mailowa, SMS, rozmowa telefoniczna, wiadomości na Messengerze, na WhatsAppie, na Asanie. Tych kanałów komunikacji jest bardzo dużo.

Ja, jako projektantka graficzna rekomenduję do pojedynczej współpracy dobrać sobie jeden, maksymalnie dwa kanały komunikacji. Dlaczego?

Aby uniknąć takich sytuacji, gdzie sugestie zmian dostajemy mailem, za godzinę dostajemy SMSa, za chwilę na Messengerze dostajemy screeny i wiadomości tekstowe, następnie w rozmowie telefonicznej ustalamy z klientem, co idzie do zmiany, za chwilę jeszcze jeden mail… Idzie oszaleć!

Tak nie róbcie i nie pozwalajcie na taką pracę!
W momencie ustalania szczegółów współpracy, zawsze umówcie się na jeden kanał komunikacji, maksymalnie dwa. I uczulam Was, jeśli ustalacie kanał komunikacji niepisemny, czyli nie mail, nie Messenger, nie Asana i wszystkie sugestie zmian i poprawek ustalacie słownie, to zawsze po takiej rozmowie telefonicznej sporządźcie podsumowanie w mailu i wyślijcie drugiej stronie. Napiszcie tam, na co się umówiliście, co zmieniacie i niech ta druga strona Wam to potwierdzi. Miejcie to na piśmie.

Czemu to jest tak ważne? Ponieważ mając takie ustalenia spisane i potwierdzone przez Waszego klienta, w momencie w którym narzucicie jakieś zmiany i poprawki, które ustaliliście, to klient nie może się ich wyprzeć! To jest bardzo ważne! Nie mówię, że się przydaje zawsze, ale uwierzcie mi, że w swojej pracy grafika spotkacie w końcu takiego diabelnego klienta, który Wam zrobi takie sz*, że będziecie się cieszyć, że macie wszystko na piśmie.
I błagam Was, na projekty miejcie umowy! Nie życzę Wam, ale uczulam, że tak też może być!

Umowa współpracy

Mamy już ustaloną ilość rund poprawkowych. Mamy ustalone kanały komunikacji. I pojawiło się hasło umowa. Przy większych współpracach rekomenduję Wam spisanie umowy – stworzenie takiego dokumentu. I nawet nie chodzi o to, żeby każda strona miała wydrukowany egzemplarz, podpisany, opieczątkowany [Kiwi dopowiada: chodziło mi o to, że umowa jest ważna. Współprace są różne, klienci są różni. Czasem my jako projektanci idziemy na pewne odstępstwa i z jednym klientem mamy spisaną, wydrukowaną i podpisaną umowę, a drugi wysyła nam skan podpisanej umowy. I to też jest OK!]. Bardziej chodzi o to, aby wszystkie ustalenia były gdzieś spisane.

W takiej umowie powinny znaleźć się ustalenia odnośnie tego projektu, jak on będzie wyglądał, jak będzie projektowany, w jakiej formie zostanie oddany klientowi. Powinny tam być wszelkie ustalenia odnośnie płatności.
I więcej odnośnie umowy współpracy w tym odcinku podcastu mówić nie będę. Nie jestem też prawniczką, więc tutaj odsyłam Was do mądrzejszych od siebie [Kiwi dopowiada: czyli właśnie doradców, prawników zajmujących się prawami autorskimi, branżą kreatywną].

A jeśli chcecie sporządzić swoją własną umowę współpracy, to spokojnie u wujka Google znajdziecie darmowe szablony, przykłady szablonów, które możecie spokojnie zaadaptować pod własną działalność.

Trzymaj się swoich zasad

I jeszcze ostatnia rzecz, na którą też chcę zwrócić Waszą uwagę – przede wszystkim

… jeśli ustaliliście sami ze sobą, że macie jakieś zasady współpracy, których nie łamiecie, to się ich trzymajcie!

Nawet w komunikacji z klientem podkreślajcie, że macie taką zasadę i jej nie łamiecie! Dotyczy to przede wszystkim sposobu współpracy czy wyceniania. Nie licytujcie własnych cen! Jeśli podajecie konkretną wycenę klientowi, to niech on ją zaakceptuje, a nie próbuje zjeżdżać w dół.

Jeśli zaproponowaliście konkretną cenę, to się jej trzymajcie, nawet jeśli klient chce zejść z tej ceny 20%, 30%, 50%. Dlatego że jeśli w tej jednej kwestii pójdziecie na ustępstwo, to klient zobaczy furtkę i zacznie z Wami licytować inne kwestie: krótszy termin, mniejsze pieniądze, może tańszy druk i może jeszcze zacznijcie w weekendy pracować!

I ja wiem, to nie jest łatwe. Sama również miałam ostatnio taką sytuację, że za projekt powiedziałam sobie 200 zł za 3 dni robocze, a klient chciał na drugi dzień za 150 zł. I wiecie co zrobiłam? Stanęło na moim! Powiedziałam, że to są ostateczne warunki, nie będzie nic taniej.

Też pamiętajmy, że projektantów graficznych na rynku jest mnóstwo i skoro klient przychodzi do nas, to z jakiegoś konkretnego powodu! Czyli albo podoba mu się nasza jakość albo sposób współpracy. A jeśli zerwie z nami współpracę, mówi się trudno! Nie ten klient to następny. A może się okazać tak, że pójdzie do innego grafika i się natnie, i do nas wróci, bo i tak może być. Życzę Wam tego!

Grafiku — zaopiekuj się swoim klientem

Wróćmy jeszcze do tezy, że klient zamawiający u nas projekt, nie zna się na projektowaniu graficznym. Nie bez przyczyny zamawia u nas ten projekt — po prostu potrzebuje oddelegować pewne zadanie specjaliście, a nie robić tego samodzielnie, bo po pierwsze – straci czas, który mógłby poświęcić na swoją branżę i za tym czasem pójdą pieniądze, bo przecież czas to pieniądz, prawda?

Właśnie, klient zwraca się do specjalisty i już wcześniej o tym mówiłam, że klient nie zna naszej branży i porusza się po omacku.

I naszym zadaniem (naszym, czyli projektantów graficznych lub innych ludzi pracujących w branży kreatywnej) jest poprowadzenie go za rękę.

Czyli już wcześniej ustalaliśmy pewne zasady współpracy, jak będzie wyglądał proces nanoszenia poprawek, ich zgłaszania, jak będziemy się wspólnie komunikować, że nie warto licytować własnych cen. Generalnie spróbujmy się zaopiekować tym naszym klientem, żeby on w tej naszej współpracy czuł się miło, sympatycznie. Jakby to powiedziała Okuniewska Asia, jak pączek w maśle, tak milusio. Klient musi się w porządku i komfortowo czuć. A żeby mógł się w taki sposób czuć, on musi przede wszystkim wiedzieć, co się dzieje.

Najgorsze, co możemy zrobić, to zostawić klienta w takim zawieszeniu, gdzie klient nie ma pojęcia, co się dzieje. No zlecił. No, ten grafik chyba coś już projektuje. Ale nie wiem, mam czekać 3, 4 dni, a później co? Dostanę ten projekt? I co ja mam z tym projektem zrobić? I żeby zapobiec tej sytuacji, że klient się średnio komfortowo czuje w tej współpracy, przede wszystkim stawiajmy na komunikację.

Komunikacja z klientem

A kiedy mówię komunikacja to właśnie mam na myśli wymienianie się informacjami. Ja jestem dużą zwolenniczką pisania maila i to pisania bardzo mięsistych, długich i konkretnych maili do klientów.
Czyli przykładowo, jeśli wysyłam klientowi propozycje jakiegoś projektu albo projekt po zmianach i poprawkach, to przede wszystkim oprócz tego, że on dostanie w .pdfie czy .jpgach podglądy tych projektów, to przede wszystkim w mailu dostaje zestaw informacji, co się właśnie zadziało na tym etapie.

A na różnych etapach projektowania mogło się zadziać wiele różnych rzeczy. I fajnie jeśli klient zostanie o tym poinformowany w mailu. Nie zakładajmy, że klient domyśli się patrząc na projekt, że np. zmieniliśmy fonty albo ich wielkości, albo kolory nagłówków.

Oszczędzajmy swój i klienta czas.

Klient nie będzie siedział z dwoma projektami – z obecnej poprawki i poprzedniej, i porównywał. Od tego właśnie są maile, żeby konkretnie opisać.

Jak przedstawić propozycje lub projekt po poprawkach?

I jak to zrobić sensownie, żeby też klient nie dostał bólu głowy, jak zobaczy taką ilość tekstu. Przede wszystkim, jeśli jesteśmy na etapie, że dopiero podsyłamy propozycje projektu, to odnieśmy się do tego jakie były założenia, co miało być projektowane, jaką ścieżką poszliśmy. Pokażmy moodboardy, inspiracje. Zapytajmy klienta, co mu się podoba – które koncepcje graficzne. Nigdy przy wysyłaniu propozycji graficznych, tych pierwszych, najczęściej 2-3, bo na tyle umawiam się z klientami, nie zakładam, że któraś z propozycji trafi w 100% w gust klienta i klient mi powie to jest ta grafika, nie poprawiamy, bierzemy ją. Takie rzeczy raczej się nie zdarzają! Ostatnio mi się zdarzyła, ale raczej się nie zdarzają😄

Więc raczej zakładam, że projektuję jakąś ścieżkę, początek i pytam klienta, co mu się podoba koncepcyjnie. Czego unikamy, co jest OK, w co idziemy, jak to dalej zmieniamy i poprawiamy. I dzięki takim pytaniom, klient czuje, że rzeczywiście tu się fajne rzeczy zadziały, jest pytany o konkrety – nie musi się domyślać, czy zwracać uwagę na zdjęcia czy kolory. On jest po prostu pytany, co mu się podoba, który koncept, jakie ścieżki graficzne. To jest też dobry moment, aby przypomnieć nasze ustalenia odnośnie rund poprawkowych. W tym momencie, najczęściej na samym końcu maila, zawsze dodaję, że czekam na sugestie zmian i poprawek w ramach pierwszej czy drugiej rundy poprawkowej.

Inna sprawa, jeśli w mailu wysyłam projekt po zmianach. Wtedy też punktuję rzeczy, które ustaliliśmy, że zmieniamy, poprawiamy. Tłumaczę, dlaczego tak to zmieniłam, tak coś zaprojektowałam. A może jeszcze wpadłam na nowy pomysł i jeszcze przepracowałam inną koncepcję – proszę zobaczyć. I klient nie musi się domyślać, co tam było poprawiane, zmieniane, nie musi pamiętać, że np. tydzień temu zgłosił konkretne zmiany i poprawki.
Bo znowu, przypominam, klient zajmuje się zupełnie inną branżą i zapewne ma w głowie faktury, zamówienia, inne zadania. Rozumiecie, bądźmy ludźmi!

Grafik jest człowiekiem i klient jest człowiekiem. To jest bardzo ważne, aby o tym pamiętać!

Wyjaśnij wszystko w mailu

Wracam do komunikacji mailowej – piszmy długie, wyjaśniające maile. Jasne, spotkałam się z opinią, że bez sensu czytać długie maile, bo i tak nikt tego nie czyta.
Po pierwsze, jak to usłyszałam, to mi się krew zagotowała. Stwierdziłam, że skoro piszę do klienta dosyć długi mail, to znaczy, że nie wrzucam mu tam przepisu na jajecznicę, tylko ten mail dotyczy projektu, który tworzę dla niego i ten projekt naprawdę powinien go obchodzić! Więc raczej z góry nie zakładam, że będę lekceważona i dłuższa treść tego maila zostanie olana. Wychodzę z założenia, że lepiej napisać więcej niż mniej i mieć podkładkę w razie jakichś piekielnych sytuacji.

Historia o błędnej komunikacji

I tutaj opowiem Wam historię z własnego doświadczenia, gdzie komunikacja totalnie zawiodła. Historia ta potwierdza mi, że fakt, że to, że ja tak lubię pisać długie maile, to jest najlepsza oszczędność czasu w moim własnym biznesie.
Zaprzyjaźniony grafik dostał ostatnio zlecenie na projekt katalogu od takiej swojej stałej klientki, która od czasu do czasu coś u niego zamawia. Akurat miał duże obłożenie projektowe i nie miał sił przerobowych, ani czasu, aby podjąć się tego zlecenia, natomiast nie chciał klientki zostawić na lodzie. Więc zapytał mnie, czy mam jakieś okienko, czy mam chwilę wolną, czy mogę przejąć od niego ten projekt od niego. Ustaliliśmy też, że on się dalej będzie komunikował z tą klientką, więc wszystkie zmiany i poprawki, wszystkie materiały przechodziły przez niego. Ona wysyłała do niego, on do mnie i w drugą stronę wyglądało to tak samo, czyli to, co zaprojektowałam, wysyłałam jemu, a on przekazywał to klientce.
I tutaj muszę dodać ważną informację! Jak ja projektuję publikacje, czyli przykładowo taki katalog projektowy? Rozdzielam to na dwa etapy. Pierwszy etap to jest zaprojektowanie szaty graficznej, czyli skupiam się na tekście, na nagłówkach, na obrazkach, jak te zdjęcia korespondują z tekstem, ułożenie elementów, jak wyglądają tabelki, jak to wizualnie wygląda.
Drugi etap to jest dopiero dopasowanie gotowej treści pod konkretny szablon i stworzenie wszystkich stron katalogu.
Historia będzie dotyczyła tego pierwszego etapu, czyli projektowania szaty graficznej. Już na samym początku wysłałam kilka propozycji graficznych. Nową szatę graficzną miałam oprzeć na starej szacie graficznej katalogu w innym języku, a ten, który projektowałam miał iść na rynek polski. I przede wszystkim miał być w innych kolorach. Więc to zadanie miałam ułatwione, bo szata graficzna już jakaś była. Przemilczmy to, że zatrzymała się na początku lat dwutysięcznych, nie jest to w tym momencie istotne.
Przygotowałam 3 przykładowe rozkładówki, na których zawarłam wszystkie elementy, jakie znalazłam w tym katalogu. Czyli były: tabelki, cytaty, specjalne teksty, tekst wypunktowany koło zdjęć, zdjęcia produktowe ze wszystkimi parametrami. Później jeszcze doszły maile z prośbą o dodatkowe rozkładówki ze wstępem, spisem treści, okładką. Dorobiłam te rozkładówki, wysłałam .pdfa poglądowego do zaprzyjaźnionego grafika.
Na tym etapie moim błędem było to, że ja nie narzuciłam własnych zasad projektowych, ponieważ trochę tak z grzeczności dostosowałam się do stylu pracy (i współpracy) jaką on tam narzuca. W to się nie mieszałam.
Mail z sugestiami zmian i poprawek przyszedł po dwóch tygodniach. I wyglądał tak, że były to zeskanowane wydruki próbnej rozkładówki katalogu i sugestie zmian i poprawek były naniesione długopisem. To jest w porządku, jak najbardziej popieram! Ale, co te komentarze zawierały… Mi się włos na karku zjeżył! I przypomnę tylko, że jesteśmy na etapie projektowania szaty graficznej katalogu. Nie dostałam jeszcze treści odnośnie katalogu, nie dostałam zdjęć. Na razie skupiamy się na szacie graficznej.
„Zdjęcie na stronie wstępnej musi być inne.”
„Dlaczego jest >>lorem ipsum<< w tekście, gdzie powinien być wstęp?”
„Dlaczego w spisie treści jest >>nagłówek 1, nagłówek 2, nagłówek 3<< itd. ?
„Dlaczego na stronie 4 jest >>nagłówek 1<<?
„Dlaczego zdjęcie tego produktu występuje w dwunastu miejscach? Czemu koło niego jest opis >>lorem ipsum<<? Nad tym produktem powinno być napisane… A poniżej powinien być taki produkt i koło niego napisane…
„Tutaj znowu jest >>lorem ipsum<<.
Mam nadzieję, że już macie pogląd, co dalej się znajdowało, na dalszych stronach! Te komentarze się powtarzały.
W tamtym momencie ręce mi opadły. Projektuję szatę graficzną, a dostaję uwagi odnośnie treści. W dalszym ciągu po dwóch tygodniach [Kiwi dopowiada: kiedy publikuję treść transkrypcji, mówimy o 1,5 miesiąca] nie mam pojęcia, czy ta szata graficzna jest OK, czy ta kolorystyka jest OK, czy wielkości tych tekstów są dobre. Dwa tygodnie na to czekałam!
I słuchajcie, tknęło mnie! Stwierdziłam, że sprawdzę, co ten zaprzyjaźniony grafik napisał tej klientce! Przewinęłam tego maila (ze zmianami i poprawkami) na sam dół, żeby zobaczyć, jaka była treść maila od grafika do klientki, w którym on dopinał te przykładowe rozkładówki katalogu. A tam: „Dzień dobry. Coś takiego?Pozdrawiam…”
Mam nadzieję, że teraz zrozumieliście, dlaczego ja tak apeluję, abyście pisali porządne, treściwe maila do klientów, ponieważ w tym momencie klientka dostała poglądowego .pdfa „coś takiego” i ona nie miała pojęcia, co ma z tym zrobić.
„Bo to nie jest nasz katalog, tam nie ma żadnych treści i co, to ma iść do druku?
Co zrobiłam? Napisałam takiego maila, jakiego ja bym wysłała. Zapytałam tego zaprzyjaźnionego grafika, jak się zwraca do tej klientki, czy na per Pani, czy po imieniu, pełnym czy zdrobniale. Napisałam tego maila, wysłałam do niego i zaznaczyłam kilkukrotnie, że ma wysłać tę wiadomość 1:1 tak jak ją zredagowałam, bez żadnych zmian!
I jasne, na tym etapie mogłyby mi puścić nerwy, ale pamiętajmy, że ja jestem człowiekiem, klientka jest człowiekiem. Ona wyraźnie nie była prowadzona za rękę i ona nie bardzo wiedziała, co ma na tym etapie zrobić.
Po pierwsze, na początku podziękowałam, że wysłała tego maila z sugestiami zmian i poprawek, i zwróciłam grzecznie uwagę na fakt, że jesteśmy na etapie projektowania szaty graficznej, więc w tym momencie wszystkie te komentarze odnośnie treści kompletnie nam się nie przydały. Napisałam jej czego oczekuję, na jakie elementy powinna zwrócić uwagę, czy wielkości tekstów i kolory się zgadzają, to wszystko zawarłam w tym mailu. Napisałam też, z czego wynika ta szata graficzna. Z czego wynika brak tych docelowych treści, dlaczego używamy tekstów zastępczych, że to jest poglądowe, szkicowe, prowizoryczne, żeby zobaczyć jak ten tekst działa na stronach. I tak dalej! Mail w moim stylu – klasycznie długi, ale treściwy. I w tym momencie klientka nie jest zostawiona sama sobie.
Co prawda dalej czekam na propozycje zmian i poprawek, ale mam nadzieję, że jak już teraz przyjdą, to będą solidne. Kolejnym etapem będzie skonstruowanie wszystkich stron katalogu.

Poprawki nie takie straszne

Mam nadzieję, że tą historią nie wystraszyłam Was zanadto, bo w sumie chciałam Wam powiedzieć, że poprawek nie ma się co bać. Mało tego, niektóre zmiany i poprawki zaproponowane przez klientów niesamowicie rozwijają projekt. I to nawet w momencie, kiedy po otrzymaniu takiego maila z sugestiami zmian i poprawek, mamy ochotę walić łbem w mur.

Mi się to też zdarzyło niejednokrotnie, że miałam jakąś wizję projektu, a klientka zaproponowała coś odmiennego. I na pierwszy rzut oka wydawało mi się: O borze (liściasty), to będzie tragedia. No nie!

Ale mam też zasadę, że wszystkie propozycje, które zgłasza klient przepracowuje.

Czyli robię je w programie graficznym i sprawdzam jak rzeczywiście wyglądają, żeby ewentualnie zrobić podglądy, które potem mogę wysłać klientce, pokazać jak to wyszło i wyjaśnić na żywym organizmie – na przykładzie 1:1 zrobionym tak, jak ona chciała, dlaczego ten projekt wygląda źle, albo czemu odbiega od naszych założeń, czemu się nie sprawdzi, czemu jest niepoprawny. To jest też bardzo ważne.

Ale niejednokrotnie miałam też taką sytuację, że w momencie, w którym zaczynałam wprowadzać zmiany i poprawki, nagle tak jakby jakaś blokadka mi się w głowie odblokowała i przychodziło mi do głowy coś jeszcze innego. I na bazie tej niby złej zmiany, którą zaproponowała klientka, wychodziło coś zupełnie innego, a po pokazaniu klientce okazywało się, że: Super! To jest fajna koncepcja, podoba mi się, idziemy w to!

Dlatego nie bójmy się tych poprawek, działajmy, kombinujmy i próbujmy nowych rzeczy. Rozwijajmy ten projekt tak, żeby wyszedł jak najlepiej. Zdaję też sobie sprawę, że nie każdy może sobie pozwolić czasowo na takie eksperymentowanie. A już zwłaszcza, jeśli ktoś pracuje jako grafik projektant na etacie u kogoś. Też to przerabiałam i też czas na pracę kreatywną miałam ucinany do minimum. Liczyło się jak najszybsze dostarczenie produktu, a o jakości możemy sobie porozmawiać kiedy indziej.

Natomiast w tym momencie, kiedy pracuję sama dla siebie, mam własną działalność gospodarczą i w swojej firmie jestem jedynym grafikiem, to mogę sobie czasowo pozwolić na takie eksperymenty.

Mogę sobie czasowo pozwolić na dopieszczanie takich projektów.

Wnioski

I na sam koniec kilka wniosków odnośnie kultury poprawek.

Włączmy empatię

Przede wszystkim pamiętajmy, że po obu stronach stoją ludzie. Czyli zarówno projektant graficzny jest człowiekiem. Jak i klient zamawiający projekt graficzny i zgłaszający zmiany i poprawki, również jest człowiekiem. Hasło klucz: empatia.

Pamiętajmy o komunikacji

Kolejnym ważnym elementem jest komunikacja. Ale nie bawmy się w domyślanie, tylko piszmy długie wiadomości, piszmy, o co nam chodzi, na jakim etapie jesteśmy.

Konkrety, nie pierdolety!

Bądźmy odważni

Kolejna rzecz, bądźmy odważni! Drodzy koledzy i koleżanki, graficy i graficzki! Bądźmy odważni, eksperymentujmy, próbujmy, działajmy i bądźmy pewni siebie.

Szanujmy się wzajemnie

Ostatnia rzecz, szanujmy klienta. I kliencie, jeśli tego słuchasz, szanuj też grafika. Pamiętaj grafiku drogi, klient nie chce Ci zrobić krzywdy, ani nie chce abyś zaprojektował jakąś k*. Che naprawdę ładny projekt, który wspomoże jego biznes! A Ty, drogi kliencie, pamiętaj, że grafik też człowiek i przede wszystkim jest to myśląca i kreatywna istota! Nie obsługa myszki i programu graficznego, i zdaj się na niego, na jego doświadczenie, na jego gust graficzny i na jego umiejętności, a obiecuję Ci, że dostaniesz coś, co Ci gacie z d* ściągnie siłą nieznaną.

I na dzisiaj to by było tyle! Jeśli Wam się podobał pierwszy odcinek i jesteście ciekawi kolejnych, to przede wszystkim kliknijcie czerwony przycisk Subskrybuj!.
Będzie mi bardzo miło, ponieważ jest to pierwszy materiał, który będę wrzucać na swojego YouTube’a.
Dajcie łapę w górę, jeśli ten konkretny odcinek Wam się podobał.
W komentarzach pod filmem, na moim Instagramie @leniwe.kiwi lub bezpośrednio do mnie na mail kontakt@lazykiwi.pl możecie pisać, co sądzicie o poprawkach, jakie macie negatywne lub pozytywne doświadczenia z otrzymywaniem sugestii zmian i poprawek. Jak Wy się w ogóle zapatrujecie na tę kwestię.

Dziękuję za przesłuchanie podcastu lub przeczytanie treści z powyższego wpisu! Miłego dnia!