Do tej pory blog obfitował w tematy związane z planowaniem czy DIY. Dopiero jakiś czas temu zrobiłam burzę mózgu (pojedynczego) i odpowiedziałam sobie na pytanie, jakiego rodzaju treści chciałabym publikować na blogu, jakimi informacjami mogę Wam pomóc. I doszłam do wniosku, że jako przykładny grafik, przybliżę Wam ten graficzny świat. Tak wiem, Ameryki nie odkryłam. Ale jeśli moimi wpisami uratuję cztery litery chociaż jednej osobie, to uznam to za osobisty sukces. I pójdę się upić… kawą z cynamonem.
Od czego zacznę? Zdarzyło Wam się, że stworzyliście jakąś grafikę w dowolnym programie graficznym, a po wydrukowaniu kolory były zupełnie odmienne? Albo zapisany zrzut ekranu wydrukował się jakiś taki miniaturowy? A może grafika pobrana z Internetu po wydrukowaniu wygląda jak mieszanka pikseli? W tym wpisie wytłumaczę Wam, czemu tak jest i co zrobić, aby się uchronić przed tego typu zjawiskami.

RGB czy CMYK?

Jeśli miałeś do czynienia z przygotowaniem czegokolwiek do druku lub na strony WWW, musiały Ci się rzucić w oczy te dwa skróty. RGB oraz CMYK to skrócone nazwy dwóch trybów kolorystycznych (Color Mode), najczęściej używanych przez projektantów. Zostały one utworzone (z jednym wyjątkiem) od pierwszych liter nazw kolorów, które reprezentują.


Tryb RGB jest związany ze światłem i używa się go przy okazji wyświetlania zdjęć, grafik na monitorze komputera, telewizora, aparatu cyfrowego. Czyli wszelkie elementy graficzne, które znajdują się na stronach WWW, czy to zdjęcia, obrazki, publikacje multimedialne, filmy, są zapisane właśnie w RGB. Nazwa pochodzi od kolorów Red (Czerwony), Green (Zielony), Blue (Niebieski). Kolory te związane są ze światłem białym (słoneczne, dzienne), które jak pamiętacie z lekcji fizyki, można było przy pomocy pryzmatu (szklany trójkącik) rozszczepić na różnokolorowy strumień. Tęcza także jest efektem rozszczepienia światła widzialnego. Ciekawskich zachęcam do poszperania w Google.
Z kolei tryb CMYK jest używany w poligrafii i wszystko, co zamierzacie wydrukować musi być przygotowane właśnie w tym trybie. Nazwa pochodzi od kolorów Cyan (Cyjan, pomiędzy niebieskim, a turkusowym), Magenta (podobny do różu), Yellow (Żółty) i ostatniej litery (tu nasz wyjątek) Black (Czarny). Tryb CMYK jest związany z pigmentem, kolorem i farbami. Kolor nie jest wyświetlany, a nadrukowany na pewne podłoże. Gdyby zmieszać pierwsze trzy kolory, w teorii powinien wyjść kolor czarny (czyli coś zupełnie odmiennego od RGB). Czy w dzieciństwie zdarzyło Wam się wymieszać kilka kolorów plasteliny? Ja do tej pory pamiętam te fioletowo-brunatne grudki poniewierające się wśród zabawek. Napisałam w teorii, ponieważ po zmieszaniu cyjanu, magenty i żółtego wyjdzie coś bardziej zbliżonego do właśnie brązu, dlatego wprowadzono czwarty kolor jakim jest czerń.

Konsekwencje złego trybu kolorystycznego

Pamiętam jak na studiach znajoma projektowała zaproszenie. Tło na ekranie monitora było biało-beżowe, a w zasadzie to zabarwienie było niemalże niewidoczne. Po wydrukowaniu dostała żółte zaproszenia! Ciężko dochodzić co zawiniło – czy rzeczywiście zapomniała o odpowiednim trybie, czy może monitor był źle ustawiony. Dlatego zawsze warto wykonywać wydruki próbne! Choćby po to, aby zanim wydrukujecie 1000 sztuk ulotek, wyłapać wszelkie odstępstwa kolorystyczne bądź błędy. Bo konsekwencje mogą być duże, zwłaszcza te finansowe. Dlatego jeśli zabieracie się za projektowanie czegoś, co zostanie ostatecznie wydrukowane, ustawcie tryb CMYK. Plik stworzony w trybie RGB po wydrukowaniu może się różnić niewiele, a może się różnić diametralnie. I za to drukarnie nie biorą odpowiedzialności! Jeśli tworzycie bardziej złożone publikacje, które zawierają w sobie zdjęcia, grafiki w RGB, będzie konieczność ich przekonwertowania na CMYK jeszcze na poziomie pliku, a dopiero potem umieszczenie w publikacji. Bądź mała aktualizacja zdjęcia w trakcie projektowania.
Z RGB jest natomiast prościej, bo to, co wyświetla nam monitor będzie niemalże identyczne w Internecie. Mówię niemalże, bo też wyświetlanie zależy od monitora, z jakiego korzystamy i użytkownicy ten sam kolor mogą widzieć odmiennie. Co jeśli do Internetu wrzucimy plik w trybie CMYK? W zasadzie niewiele, bo kolory również nie będą odbiegały od tych wyświetlanych na monitorze. Jedyną różnicą może być waga pliku! Ten w CMYKu będzie większy nawet o 50% (zrobiłam eksperyment i zdjęcie w RGB z 4MB w CMYKu podskoczyło do 6,5MG). Co za tym idzie zużyjemy więcej miejsca, a zdjęcie może się dłużej ładować. Dlatego jeśli coś przygotowujemy do Internetu, zdjęcie, grafikę, na Instagram czy na Facebooka, ustawmy na dzień dobry tryb RGB. Od razu wspomnę, że zdjęcia robione aparatem cyfrowym domyślnie są zapisywane w trybie RGB!

Rozpikselowało mi się

Na początku wpisu wspominałam, że czasem grafika pobrana z Internetu, po wydrukowaniu rozpikselowała się, czyli zamiast płynnych przejść kolorystycznych dostajemy obrazek w kwadraciki. Te skupiska kwadracików zwane są artefaktami i niestety świadczą o kiepskiej rozdzielczości. Podobnie, kiedy w naszym projekcie używamy grafiki, która wyjściowo jest malutka i na siłę ją rozciągamy. W taki sposób również produkujemy te artefakty, a taki zniekształcony element wygląda bardzo nieprofesjonalnie i brzydko.
Według definicji, rozdzielczość (Resolution) to liczba punktów (pikseli) na daną jednostkę długości. Najczęściej jest to liczba pikseli na cal, czyli pixel/inch. Przykładowo rozdzielczość może wynosić 72 dpi (ang. dots per inch), co mówi nam, że na każdy cal długości przypada 72 punkty. Jak to się ma w praktyce? Im więcej takich punktów, tym obrazek jest dokładniejszy, ładniejszy i w druku wychodzi lepiej.
Jeszcze na uczelni wpoili nam, że 72 dpi jest na potrzeby Internetu, a 300 dpi – druku. Jest to pewna zasada, której warto się trzymać. Im wyższa wartość rozdzielczości, tym lepsza jakoś wydruku. Dlatego projektując coś do druku, od razu róbmy to przy ustawionej rozdzielczości 300 dpi. Zmniejszenie jej do 72 dpi, aby przykładowo wrzucić podgląd do Internetu, do portfolio na stronie www, nie zniekształci obrazu. W drugą stronę niestety to już tak nie działa. Jak to mówią z pustego i Salomon nie naleje.

Czy da się zmienić rozdzielczość z tej internetowej do takiej do druku?

Odpowiedź brzmi: da się. Ale efekt jest makabryczny.
Niestety nie ma takiego narzędzia, które stworzyło by coś za nas! Tak jak na zdjęciu, na którym widzę pana jadącego na rowerze np. w lewo, nie jestem w stanie go obrócić, abym widziała go od frontu. Tak samo jeśli zwiększymy rozdzielczość na większą, to niejako powiększamy obraz. Ale wyobraźcie sobie kawałek materiału z nadrukowanym wzorkiem. Jeśli rozciągniemy materiał to wzór się porozciąga, w niektórych miejscach porobią się dziury, które będzie trzeba czymś zatkać. Programy graficzne, aby zapełnić takie dziury, powielają sąsiednie punkty. Na monitorze tego nie zobaczymy, zdawać by się mogło, że obrazek jest większy i wszystko z nim OK. Ale po wydrukowaniu nie będzie OK!

Jeśli jesteście przerażeni ilością informacji, warto po prostu zapamiętać, że do Internetu lecą obrazki w trybie RGB i rozdzielczości 72 dpi, a do druku – w trybie CMYK i rozdzielczości 300 dpi.

Bardzo ogólnikowo omówiłam dwa podstawowe elementy, które są kluczowe przy projektowaniu i warto o nich pamiętać już na samym początku. Jeśli macie jakieś pytania związane z tematem przygotowania do druku to zostawiajcie komentarze poniżej bądź też piszcie bezpośrednio na kontakt@lazykiwi.pl.

  • Achh, te pamiętne godziny w drukarni przy drukowaniu projektów na studia. xD Musiałam wtedy opanować tryby i rozdzielczości, ale to wcale nie było przyjemne w towarzyszącym sesji stresie 😉
    Jeśli chodzi o rozróżnienie CMYK i RGB, to kiedyś trafiło do mnie wyjaśnienie, że w CMYK tworzenie kolorów polega na ich dodawaniu, a w RGB na odejmowaniu.
    Pozdrawiam grafika! 😀

    • Tak, stresy w drukarni, zwłaszcza przed zaliczeniami… Dlatego teraz już od samego początku tworzę plik tak, aby nie zastanawiać się nad jego jakością w momencie, w którym plik już dawno powinien się drukować!
      Z tym dodawaniem – ma to sens, z odejmowaniem przy RGB – sprawdzę z ciekawości!