Dzisiaj żyjemy szybko. I nie chodzi tylko o tempo z jakim przemieszczamy się z punktu A do punktu B, autem, rowerem, autobusem, byle zdążyć. Chodzi też o wymianę informacji. Wysyłamy SMS, on za chwilę wyświetla się na telefonie odbiorcy. Chcemy się czegoś dowiedzieć? Zamiast kartkować książki, wpisujemy odpowiednie zapytanie w wyszukiwarce internetowej.
W takich czasach pojawiło się zjawisko Snailmailingu.

Co to jest Snailmailing?

W prostym tłumaczeniu, to zwyczajne pisanie i wysyłanie listów. Jeśli komuś wydaje się, że wymiana korespondencji poszła do lamusa, to uspokajam, nie całkowicie. A nawet stwierdzę, że dzisiejsze listy weszły na trochę wyższy poziom. Ale to może być moje subiektywne odczucie.
Snailmailing to wolna korespondencja. Jeśli wpiszecie to hasło np. na IG, pojawi Wam się ogrom barw, kolorowych papierów, naklejek, pięknego pisania i kopert wypchanych aż po brzegi.

Skoro taki list idzie wolniej i czasem potrzebuje kilku dni zanim trafi do odbiorcy, to ekonomicznie nie opłaca się wysyłać jednego zdania (tak jak w zwykłym SMSie). Listy są długie, wypchane treścią, czasem na kilka stron. Opisujemy w nich to jak spędzamy dni, co ciekawego wydarzyło się u nas, wymieniamy poglądy na różne tematy. Listy mogą być proste, mogą być zdobione rysunkami, naklejkami, wycinkami z gazet.
Kiedy otwieram kopertę nigdy nie wiem, co mogę znaleźć w środku. Bo może być tam wszystko. Z Krakenem i Atlantydą włącznie 😀

Jak to się u mnie zaczęło?

Jeśli chodzi o moją przygodę z pisaniem listów, to miało to miejsce jeszcze na studiach. Znałam kilka dziewczyn z innych blogów, które na swoim Instagramie pokazywały listy, koperty i różne kartki, upominki, jakimi wymieniały się pomiędzy sobą. Spodobało mi się to.
Później nawiązałam kilka nowych kontaktów. Każdy odbiorca otrzymywał spersonalizowaną kopertę. W taki sposób do jednej słałam miejsca na Ziemi, które chcę odwiedzić, do innej – czarnego kota, a do jeszcze innej, zwierzaki.
Każda koperta była gruba od zawartości. Do środka wrzucałam wycinki z gazet, artykuły, pocztówki, zakładki, rysunki. A raz nawet konfetti z gwiazdek (pozdrawiam Cię, Bobik :*). Do tej pory listy, które wysyłam są upchane treścią i wszelkiej maści przydasiami. Co zresztą możecie zaobserwować na moim koncie na Instagramie.

Była sobie przerwa…

Pisanie listów chwilę zajmuje. Mnie czasem 2-3 godziny. To był pierwszy powód, dla którego musiałam zrezygnować z tego hobby. Katalizatorem był jednak fakt, że kolejny list nie dotarł do odbiorcy. Taka sytuacja nigdy nie jest przyjemna.
Studia jednak skończyłam, pracuję, do korespondowania chętnie wróciłam. Pisanie to niemalże jak rozmowa, tylko bardziej rozbudowana. Na raz przekazujemy o wiele więcej treści. Nauczona poprzednimi doświadczeniami, wprowadziłam jedną zasadę – list po napisaniu fotografuję. Jest to dla mnie zabezpieczenie na wypadek, gdyby nie doszedł. Z łatwością mogę go odtworzyć.
Z drugiej strony mogłabym dopłacić trochę więcej do listu i posłać go poleconym. Jednak w okresie studenckim bardzo pilnowałam się z wydatkami i nawet te kilka złotych więcej wolałam zostawić w kieszeni, bo końcem miesiąca bywało różnie.

Gdzie szukać osób do korespondencji?

Myślę, że warto przeglądnąć osoby, które wrzucają zdjęcia oznaczone hashtagiem snailmailing na Instagramie i w wiadomości prywatnej zapytać, czy chciałyby wymieniać się listami. Dobrym miejscem na pewno będą też grupy tematyczne na FB. Niestety nie podam Wam żadnej sprawdzonej, ponieważ sama do takiej nie należę. Możecie również wrzucić post na Instagramie z taką informacją, że chętnie powymieniacie się korespondencją.

A teraz przyznać się, kto wysyła listy? A może z okazji zbliżających się świąt planujecie wysłać tematyczne kartki do znajomych?