Te tradycję zapoczątkował mój brat. Byłam na pierwszym roku studiów i akurat na Wszystkich Świętych przyjechałam z Katowic do domu, na kilka dni. Rodzice byli w pracy, a Kamil akurat miał dzień wolny od szkoły. Siedziałam w swoim pokoju, możliwe że kończyłam jakiś projekt na uczelnię, a możliwe że grałam w jakąś grę. Brat wpadł do mnie do pokoju i mówi, że malujemy się na Halloween.

Jak to się zaczęło?

Pierwszy makijaż to było wyzwanie z serii „jak się nie ma co się lubi..”. Ale w takich sytuacjach czuję się jak ryba w wodzie. Brat zażyczył sobie spuchnięte oko, krew, siniaki. Chciał upodobnić się do komandosa na polu bitwy. Jak już pewnie się domyślacie, byłam kompletnie nieprzygotowana. To było wyzwanie. Nie posiadałem wtedy żadnych farb do twarzy. Czym w takim razie wymalowałam tę obitą twarz?

Znalazłam w szafce stare farby plakatowe i jakiś pędzel. Do tego kredki bambino, które pod wpływem wody (śliny) ładnie kolorują nie tylko papier (było się kiedyś dzieckiem). Do tego czerwona i bordowa szminka, konturówka do ust. A także cienie do powiek w błękitach, fioletach, a także czerwieniach.
Po tym zdałam się na intuicję i umiejętności (studiujesz tę grafikę, nie?).
Dodam, że w takim makijażu brat witał mamę w drzwiach. Tak, był stan przedzawałowy 😀

„Chcę mieć Punishera na całym ryju”

Rok później o chęci powtórzenia makijażowych zmagań dowiedziałam się na szczęście wcześniej. Wiedziałam co będę tworzyła, dzięki czemu zdążyłam zaopatrzyć się w farby do malowania twarzy. Tym razem dostałam zadanie malowania Punishera. Dla niewtajemniczonych, jest to postać z uniwersum Marvela (X-men, Avengers, Thor, Spider-Man itd.), której symbolem stała się czaszka na czarnym tle. Tyle dobrze, bo farb potrzebowałam zaledwie dwóch, ale tym razem musiałam pokryć całą twarz. Dodam, że obie farby mam do dziś, używałam ich także w ostatnim makijażu i nawet nie zużyłam połowy opakowania. Są to farby Jovi, w opakowaniu 30 ml i kosztowały mnie około 8 – 10 zł.

Tajemnicza maska z zębami

Kolejny rok i kolejny makijaż. Ponownie zdjęcie makijażu dostałam wcześniej i dzięki temu miałam szansę dokupić czerwoną farbę, tej samej marki, co poprzednie. Wybór maski shinigami z mangi Bleach pozytywnie mnie zaskoczył, ponieważ znałam tę postać z czasów pierwszego roku studiów, kiedy czytałam wersję papierową. Później dowiedziałam się, że maska po prostu była ładna, a co to Bleach, to brat nie wiedział.

Makijaż razy dwa

Kolejny rok przyniósł wizję aż dwóch osób do malowania. Do zabawy dołączyła moja kuzynka. Ponownie miałam zmierzyć się z tematem czaszek. Farby już miałam, bo tak jak już wyżej wspominałam, są bardzo wydajne. Nowym materiałem była… biała pasta do zębów, którą nadbudowałam wiadome elementy. Dzięki temu uzyskałam efekt trójwymiarowy.

Malowanie po raz piąty

Po tym etapie nastąpiła przerwa. Byłam na 5 roku studiów, pracowałam na zmianę z zajęciami na uczelni i nie byłam w stanie przyjechać do domu. To był ten jeden raz, kiedy nie malowałam. Na szczęście w tym roku wracamy do tradycji. Powiedziałabym, że z przytupem, bo do wykonania miałam dwa różne makijaże. I tak, dowiedziałam się dzień wcześniej. Na szczęście brat zatroszczył się o dodatkowe kolory farb.
Na jego dziewczynie malowałam czaszkę, kolejny raz. I o ile do tej pory pędzelki wystarczyły tak w tym roku pozytywnie zaskoczyła mnie gąbeczka. Aż żałowałam, że nie mam takiej na wzór Beauty Blender. Jednak ta porowata powierzchnia pięknie wyrównała mi białą warstwę na twarzy brata, a z kolei u jego dziewczyny pozwoliła mi zmiękczyć i rozblendować czarne plamy. Kamil w tym roku zażyczył sobie wściekłego klauna. I o ile sam makijaż nie był bardzo skomplikowany, to wymalowanie otworu gębowego na jego zarośniętej twarzy do najprostszych nie należało! W przyszłym roku obowiązkowo ma mi się zgolić do zera!

Jakie narzędzia są przydatne przy makijażu artystycznym?

Przede wszystkim pędzle. Dobrze mieć jeden szerszy do pokrywania dużych powierzchni oraz jeden przeznaczony do rysowania kreski na oku. Świetnie nada się do cienkich elementów. Od tego roku polecam również gąbeczkę. Można taką sobie przygotować z myjki do mycia naczyń! Przydadzą się też patyczki do uszów czy płatki kosmetyczne do wszelkich poprawek.

Farby, farby, farby

Jeśli zaś chodzi o farby do malowania twarzy, ja używałam i używam tych z marki Jovi, w tym roku testowałam także farby Aliga, 9 kolorów, do których są dołączone aplikatory, mały pędzel i gąbka. Zestaw kosztował około 15 zł.
Farby obu firm charakteryzują się konsystencją musu, dzięki czemu nie wysuszają skóry twarzy. Z drugiej strony nie uzyskamy za ich pomocą efektu pudrowego. A przynajmniej moje ofiary zawsze mają świecące okolice oczu. Co ważne, tych farb nie rozcieńczamy! Mają tłustawą konsystencję, nie chcą łączyć się z wodą, a jeśli nawet, to ich pigmentacja spada. Wody używam tylko do zwilżania pędzla, który dodatkowo odciskam na papierowym ręczniku. Lekko zwilżony pędzel minimalizuje też efekt grudek.

Skąd wziąć pomysł na makijaż?

Najprościej z Internetu. W większości przypadków mój brat znajduje zdjęcia wymalowanych osób, pokazuje mi na telefonie lub monitorze komputera, a moim zadaniem jest odwzorowanie efektu. Na początku warto właśnie podpatrywać, próbować się z różnymi typami makijażu i przede wszystkim zaprzyjaźnić się z własnymi narzędziami pracy. Kiedy pozna się ich możliwości można próbować zmierzyć się z bardziej złożonymi efektami.

Makijaż artystyczny to nie tylko Halloween, ale może malowanie twarzy dziecięcych podczas jakichś imprez, albo karnawał, a może do przedstawienia w teatrze. Dlatego mam nadzieję, że post się przyda każdemu i o każdej porze roku. A Wy kiedy ostatni raz mieliście na sobie nietypowy makijaż?