W Internecie jest mnóstwo inspiracji, zdjęć, instrukcji pisanych przez osoby, które zawodowo zajmują się bulletjournalingiem. A mimo to w dalszym ciągu natykam się na pytania „jak zacząć?”, „co umieścić w swoim pierwszym bujo”. Dlaczego tak jest? Co sprawia kłopot początkującym osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z prowadzeniem bulletjournal. O czym pamiętać na początku i przede wszystkim, jak zacząć? O tym w dzisiejszym wpisie.

Jeśli nie wiesz, co to bulletjournal to w pierwszej kolejności nadrób poprzedni wpis, w którym tłumaczę to zjawisko.

Pisałam ostatnio, że aby zacząć planowanie w tym systemie wystarczy na początek notes i długopis. Skoro to takie proste, skąd pojawia się problem pytań dotyczących początków, jak zacząć, co umieścić. Porównajmy to planowanie do regularnego trenowania i zdrowego trybu życia.
W Internecie jest zatrzęsienie informacji na ten temat, darmowych treningów, jadłospisów, wskazówek jak jeść, co jeść, jak ćwiczyć, co ćwiczyć. A mimo to wiele ludzi pisze komentarze i maile z zapytaniami jak zacząć ćwiczyć, od czego zacząć treningi, jakie treningi wykonywać.
Możliwe, że te osoby próbowały wielokrotnie z wprowadzeniem do swojego życia zdrowej diety czy treningów, ale po jakimś czasie wszystkie ich plany szły w odstawkę. Z drugiej strony znam ludzi, którzy liczą na gotowe rozwiązania, ponieważ nie chce im się szukać, czytać lub też nie wiedzą jak szukać. Możemy oglądać zdjęcia wysportowanych trenerek i trenerów, inspirować się, układać plany treningowe, oglądać treningi na YouTube, a i tak nic się nie zmieni w naszym życiu. Dlaczego?

Działaj nieperfekcyjnie

Jeśli chcesz zacząć prowadzić własny bulletjournal to… zacznij go prowadzić. Weź zeszyt, który kiedyś kupiłaś w papierniczym i leży pusty, niewykorzystany, chwyć za długopis i napisz pierwsze zdanie w swoim notesie. Napisz mu „Cześć, jestem Sylwia”, nie zwracaj uwagi na swój charakter pisma, nie staraj się na siłę kaligrafować, jeśli nigdy wcześniej tego nie robiłaś. Nie staraj się ozdabiać tej strony tracąc na to kilka godzin. Wierzę, że chciałabyś, aby Twój bulletjournal wyglądał idealnie, jak z najpopularniejszych kont na Instagramie. Ale wiedz, że prowadzenie takiego bujo to proces i świetna okazja do nauki akceptowania czegoś, co nie jest idealne. Bo jeśli określasz siebie jako perfekcjonistkę, to wiedz, że albo jesteś szalenie zdolna i Twoje bujo będzie wyglądało rewelacyjnie od pierwszych stron, albo będziesz się na siebie wściekać, że popełniłaś błąd.
Wiecie jaka mądrość wisi w siedzibie Facebook’a?

Zrobione jest lepsze od doskonałego.

A jeśli czekasz na odpowiedni moment to wiedz, że właśnie nadszedł! W tym momencie. W chwili kiedy czytasz to zdanie. Już teraz czas zacząć prowadzić bulletjournal. Nie jutro. Dziś. Teraz 😀

Bądź sobą we własnym plannerze

Nie tylko zaniechanie powoduje brak wyniku. Także perfekcjonizm i dążenie, aby coś było idealne. Przez to często blokujemy swoje możliwości, bo przykładowo uważamy, że nie mamy odpowiednich kwalifikacji. Lub zwyczajnie męczymy się projektem chcąc uczynić z niego coś idealnego. Jeśli czytają mnie osoby, które chciały, aby ich bujo było przepiękne, ale albo im to nie wychodziło, albo zajmowało to zbyt wiele czasu, wiedzą co mam na myśli. W którymś momencie zamiast lepszej organizacji okazywało się, że bulletjournal szedł w odstawkę.
I tutaj znowu porównam to do sportu. To, że jedna osoba trenuje 5 razy w tygodniu, nie oznacza, że dla nas to również będzie idealne rozwiązanie. A kiedy nie udaje nam się utrzymać tej regularności, mamy do siebie spore pretensje. A przecież każdy jest inny i to właśnie dopasowanie treningu do swojej osoby gwarantuje sukces.
Wracam teraz do planowania. Ślepe i bezmyślne naśladownictwo innych bulletjournal nie ma sensu. Bo planowanie musi być dopasowane do nas samych, naszego stylu, trybu życia. Bulletjournaling ma być przyjemnością i wielką pomocą w codziennych działaniach. Przykładowo bardzo podobają mi się habit trackery (śledzenie nawyków, codzienne odznaczania, co już się zrobiło), ale testowałam je na sobie i wiem, że u mnie się nie sprawdzają. Po ok. tygodniu przestaję zaznaczać poszczególne czynności. Dlatego nie zmuszam się na siłę do prowadzenia takowego, bo nie jest mi on potrzebny.

Okres próbny z bujo

Były porównania do sportu, to teraz będą do pracy zawodowej.
Kiedy przyjmujemy się na jakieś stanowisko, zdarza się, że zaczynamy od okresu próbnego, potem awansujemy na pozycję Juniora, po jakimś czasie, kiedy się sprawdzimy, stajemy się pełnoprawnym pracownikiem, potem liderem i tak dalej. Oczywiście ścieżka nie musi dokładnie w ten sposób wyglądać. Chodzi mi zwyczajnie o mechanizm awansowania, rozwijania się. Z bulletjournal będzie podobnie. Jeśli wcześniej nie pracowaliśmy w branży, to nikt nie zatrudni nas od razu na stanowisku dyrektora.
Jeśli nigdy wcześniej nie prowadziliśmy bujo, nie będziemy w tym mistrzami od pierwszych stron. Zacznijmy w ogóle od faktu, że nie każdy się odnajdzie w tego typu planowaniu. I właśnie po to dajmy sobie czas, aby się o tym przekonać na własnej skórze. Zacznijmy od zwykłego zeszytu, może być w kratkę, może być w linie, może być czysty. Nie porywajmy się na drogie notesy w kropki, skoro nawet nie wiemy, czy będziemy prowadzić swoje bujo.

Drugą sprawą będzie określenie, co w naszym plannerze będzie się znajdowało. To nie jest kwestia oczywista. Możemy tam umieszczać same kolekcje, czyli przykładowo listy książek do przeczytania, filmów do oglądnięcia, rzeczy do kupienia. Możemy tam planować swój czas używając rozpisek miesięcznych, tygodniowych, dziennych. Może chcemy założyć własną działalność i trzeba rozpisać biznesplan na kilkanaście miesięcy. Może ktoś będzie chciał prowadzić dziennik z podróży. Każde takie tematyczne bujo będzie składało się z innych elementów. Najlepiej zadać sobie pytanie, do czego będzie nam ono służyło, co chcemy w nim zapisywać, jakiego typu informacje.
Zawsze warto w tym momencie prześledzić dotychczas używane kalendarze czy aplikacje. Jakiego typu elementy w nich zapisywaliście? Dużo wydarzeń o określonej dacie i godzinie, czy może mnóstwo zadań, które rozpisywaliście raz w tygodniu lub raz w miesiącu? A może obszerne opisy danego dnia? Lub listy z filmami, książkami, miejscami do odwiedzenia.
Polecam w tym momencie sięgnąć po kartkę papieru i zrobić burzę mózgu. Zapisać wszystkie uzyskane informacje. Nawet taki szczegół, jak kolor rzucający się w Wasze oczy, czy wolicie kolorowe rozkładówki, czy raczej Was rozpraszają, naklejki, wycinki z gazet, jakich narzędzi używacie, aby lepiej się organizować. To wszystko również niech znajdzie się w Waszych notatkach. Niech to będzie dla Was świetną podkładką do rozpoczęcia planowania się w bulletjournal.

Testuj, sprawdzaj na sobie

Bulletjournal rozwija się razem z użytkownikiem. Pozwól sobie eksperymentować, testować różnorodne rozwiązania, nie bać się popełniać błędów, literówek bądź brzydkich rozkładówek. Planner ma być dla Ciebie, a nie Ty dla plannera. Ma on pomóc Ci w codziennej organizacji.
Jaka będzie najlepsza dla Ciebie? Przekonasz się dopiero wtedy, kiedy spróbujesz. Jeden układ miesięczny się nie sprawdza? Zmodyfikuj go. Znowu brakuje Ci na coś miejsca? Wyrzuć coś, co się nie sprawdziło. Odkąd prowadzę swój bulletjournal, stworzyłam w nim kilkadziesiąt projektów rozkładówek tygodnia. Powiem (napiszę) inaczej, chyba nigdy nie zdarzyło mi się, że dwa razy narysowałam taką samą rozkładówkę! Zawsze coś dodaję, odejmuję, zmieniam. Szukam. I nie jest powiedziane, że kiedy znajdę idealny system, pozostanę przy nim na długo. Bo pamiętajmy, że jesteśmy tylko ludźmi, my również się zmieniamy i z nami będzie zmieniał się bulletjournal.

Małymi kroczkami, nie rewolucją

Daj sobie czas. Z własnego doświadczenia wiem, że małymi kroczkami można osiągnąć najwięcej. Po dłuższej przerwie od bujo miałam spory problem, aby znowu się w nim odnaleźć. Dlaczego? Bo wiele się u mnie zmieniło i okazało się, że stary system nie sprawdza się. Musiałam zacząć od początku, od zera. Pierwszego dnia poczułam potrzebę rozpisania pojedynczej dniówki – zadania do wykonania na dziś. Kolejnego dodałam sobie oś czasu, bo chciałam zaznaczyć jakieś ważne wydarzenie. W drugim tygodniu potrzebowałam zrobić rozpiskę na całe 7 dni. Dopiero po kilkudziesięciu dniach rozpisałam ostatnie 4 miesiące roku. Jedzenie zaczęłam notować jeszcze później, a przykładowo na chwilę obecną porzuciłam rozkładówkę foodlog – nie czuję potrzeby jej prowadzenia. Od tygodnia w dniówkach zapisuję, za co dziękuję tego konkretnego dnia.
Jak widzisz, pewne mechanizmy wprowadzałam stopniowo, inne porzucałam. Coś, co się sprawdza zostaje ze mną na dłużej, elementy zbędne lądują w koszu.

Od czego zacząć prowadzenie własnego bujo?

Dobrze, to teraz podsumowanie!

  • Nie czekaj na odpowiedni moment, zacznij prowadzić bujo już teraz i pamiętaj, że nie musi być idealne i perfekcyjne.
  • Ma być Twoje i dopasowane do Twoich potrzeb.
  • Zacznij od zeszytu i długopisu i sprawdź na sobie, czy prowadzenie bujo sprawdzi się w Twoim przypadku.
  • Zastanów się, do czego będzie Ci potrzebny planner, jakie elementy pomogą Ci w codziennych obowiązkach.
  • Daj sobie dużo czasu.
  • Testuj na sobie różne rozwiązania.

Co jeszcze poradzilibyście osobie, która zaczyna swoją przygodę z bulletjournalingiem? Czego się wystrzegać, po jakie rozwiązania sięgać? Piszcie w komentarzach poniżej.

  • Marta codziennosci.pl

    No, chyba spróbuję. Kupiłam sobie ostatnio piękny zeszyt i wartałoby go godnie wykorzystać 🙂